Bałtyckie żeglowanie

Latem zeszłego roku pływaliśmy po Bałtyku. Opłynęliśmy Rugię, byliśmy na Bornholmie, w południowej Szwecji i w Danii. Większość osób, które z nami pływało było na morzu po raz pierwszy.  I nie ostatni. Bardzo się z tego cieszymy. To jest bardzo przyjemne widzieć ten szczególny rodzaj zadziwienia i zachwytu na twarzy, gdy cała załoga wpatruje się w rozgwieżdżone niebo.

Bałtyk ma raczej złą renomę wśród osób, które po nim NIE pływały. „Zimny, wietrzny i hardkorowy. Brrr.. Nie to co Chorwacja…” . Tymczasem, to po prostu inna bajka niż ciepłe morza i zatłoczone chorwackie mariny. Tu liczy się inny klimat. Niewielkie porty, rybackie kutry, samotny biały żagiel, zmieniająca się natura i niezwykłe widoki. Nie jest więc to klimat dla plażowiczów, oczekujących samych przyjemności, słodkości. To raczej danie oparte na różnych nutach smakowych. Jest jak płyta, która początkowo może wydawać się nieciekawa, ale z każdym kolejnym przesłuchaniem ląduje w czołówce Twojej osobistej listy przebojów.

Spotkanie z Bałtykiem jest po prostu rzeczywiste, wielowątkowe. Zarówno z przyjemnymi wrażeniami jak i  z adrenaliną. Ze zmęczeniem i radością z dotarcia do brzegu. Żeglowanie po Bałtyku jest tym, co możesz polubić jeśli jesteś w stanie przehandlować noc w luksusowym hotelu na tureckiej riwierze za przygodę w nieznanych dzielnicach Stambułu. Właściwie możesz to polubić jeśli wolisz góry niż morze. Pod warunkiem, że do tej pory na to morze patrzyłeś z lądu.

Share your thoughts