Wypływamy w roczny rejs

Może najpierw tytułem wstępu, słów kilka wyjaśnienia. Jeszcze w zeszłym roku na tej stronie zapraszałem do udziału  w rejsach morskich. Szczególnie chciałem pokazać Bałtyk osobom, które do tej pory nie żeglowały i nie straciły nigdy lądu z oczu. To się udało. W zeszłym sezonie na morze pożeglowało ponad 20 osób. Duża część po raz pierwszy. Często było to dla niezwykłe, zmieniające doświadczenie i przygoda.

Takie też jest żeglowanie dla mnie i mojej narzeczonej Magdy. Dlatego nie będziemy w tym roku organizować rejsów w dotychczasowej formie. Ponieważ sami w rejs płyniemy. Na rok. Może dłużej. Na południe, może dalej. Pozostawiamy za sobą miejskie życie, na rzecz natury.  Chcecie dołączyć? Zapraszamy. Jesteście ciekawi jak to się stało? Czeka Was niełatwa i długa lektura. Ale taka też była nasza droga dochodzenia do tej decyzji.

USYPIAJĄC WROGA

Nie jest łatwo opisać proces, który toczy się w głowie od kilku lat. Powstaje pytanie: po co o tym pisać? „Spakuj chłopaku manatki i płyńcie zamiast tu blogować ludziom po internetach.”  – Oj czuje to…lewa, racjonalna półkula mózgu jest krytyczna i  silna. Zatrzymuje. Kwestionuje. Nie pozwala.   Pewnie to znasz: gdy tylko pojawia się pomysł przełamania schematu, ona zawsze się odzywa. Siedzę z myślą o tym tekście już kilka godzin. Nie zwykłem się tak odsłaniać, częściej słucham, niż mówię.

Z drugiej strony to dobrze, dzięki logicznemu myśleniu nie wpadamy w maliny. Ale kto w nie nie wpada, ten nie je tych najsłodszych.

Zatem siedzimy przyczajeni z drugą, prawą częścią  mózgu i czekamy.  Lubię ją, bo wyciąga z pudełka za każdym razem inną czekoladkę. Każe przymrużyć oczy i maluje obrazy, których wcześniej nie widziałem.  Zaskakuje. Pozwala błądzić. Lewa odwrotnie, metodycznie przesuwa palcem po mapie, ciągle tą sama trasą. Krok w krok, nie pozostawia nowych tropów, wymazuje nieracjonalne.

Zrobiła się noc. Dochodzi 22.00, a Lewa wciąż działa… Choć powoli wyczuwam zmęczenie wroga.
23.00 –  rozum zasypia. Pojawiają się słowa. Wzmaga się muzyka.

Orkiestra tusz!
Tanecznym esem-floresem wbija na parkiet abstrakcyjna i atrakcyjna  prawa część mózgu. Odpowiedzialna za twórcze zmiany. Szczególnie te nieprzemyślane.

 

PRZECIĄG

Podobnie było również w pewną wiosenną noc, lat temu z siedem. Broniąc się przed zaśnięciem, grzebiąc w internetach, totalnie przypadkowo natknąłem się na ogłoszenie. Czytam w nim, że piękny drewniany jacht typu folksboat, z niesamowitą przedwojenną historią i równie zadbaną aparycją, czeka na mnie w Szczecinie i może być mój. Właściciel oczekuje jedynie zamiany na kilka banknotów o niewygórowanych, nawet dla mnie, nominałach. Powiedzieć, że zapaliła mi się lampka, to nie powiedzieć nic. Chociaż żegluję od dziecka, to nigdy nawet nie zamarzyłem, by posiadać jacht! A tu taka przystępna cena. I taka przystępna myśl! Nie wiedziałem, że to możliwe. Wkrętka była tak wielka, że do rana miałem przemyślany cały plan spłaty pożyczek na tą łódkę. A jej przebogatą historię znałem na pamięć. Niechże tylko obudzą się Ci od których chcę tą kasę pożyczyć…

Jak to mówią pisz po pijaku, redaguj na trzeźwo. Po porannej rozmowie z ojcem, który był głównym bohaterem mojego pożyczkowego planu i kilku trzeźwych pytaniach, które mi zadał, odsunąłem od siebie romantyczną wizję ślizgania się folksboatem po szafirowej wodzie Zatoki Gdańskiej, na rzecz kosztów i …głównie kosztów utrzymania starej, drewnianej łajby. I jakoś tak tym razem racjonalny ogląd bardziej do mnie przemówił.

Niemniej jednak to właśnie wtedy pewne drzwi zostały uchylone. I pojawił sie przeciąg.

 

EFEKT DOMESTOSA

Świadomość to niesamowita sprawa! Jednego dnia wydaje Ci się, że postępujesz racjonalnie, normalnie, jak inni, a jutro dziwisz się jak mogłeś/aś tak żyć. Trochę jak z fajkami, które jak rzucisz to zastanawiasz się jak mogłeś/aś palić tyle lat.

O tym kolejna scena. 3 lata temu. Serbia. Obowiązkowo zachodzi słońce. W planie ogólnym mamy: zatrutego motocyklistę z Polski, który ledwo sunie z wyczerpania i odwodnienia;  gromady imigrantów ciągnących przez Serbię i Węgry na północ Europy; wspomniane zachodzące słońce i jeden z pozoru niewidoczny detal. Ten jest jak pojedyńcza bakteria z reklamy domestosa.  Pamiętacie ją? Choć usuniesz 99% jej koleżanek, ta pozostaje doskonale widoczna na białej, błyszczącej powierzchni. Ta jedna mała czarna nadpobudliwa kropeczka, skupia całą uwagę. W tym przypadku jest to myśl. Należy do motocyklisty i charakterystycznie rośnie do rozmiarów, które niełatwo przeoczyć. Jak wąż oplata świadomość i diabelsko szepcze do ucha:

A co to ma być… co to za życie, że już musisz wracać. 3 tygodnie wakacji, kontaktu z naturą, podróżą, powietrzem, a teraz wracasz na 11 miesięcy do niewietrzonego, zasmolonego miasta, by siedzieć zamknięty w betonowym sześcianie. Dlaczego to co naturalne, przyjazne i radosne musi pozostać na nerwowo cykanych zdjęciach. Koniecznie w dużej ilości, by niczego nie uronić i zabrać ze sobą do codzienności. Potem oczywiście i tak nie masz czasu, by na nie spojrzeć. Rozejrzyj się po raz ostatni, za Tobą jadą już tylko napisy końcowe. To ma być życie?”.

Ta myśl, nie mogła należeć do mnie (choć byłem owym motocyklistą), lecz niechybnie do diabła jakiegoś. Szczególnie, że była bardzo nieelegancka wobec imigrantów, którzy za moje 11 miesięcy pracy, bezpieczeństwa, komfortu, luksusu i ciepłej wody oddaliby wiele.  Myśl w diabelski jednak sposób rosła  i jak przystało na szatański pomysł, miała w sobie moc zmiany.

Słońce zaszło, silnik rzęził ostatkiem sił, a ja  zdałem sobie sprawę, że przecież!… Natura, a nie kultura! Że biegunka i wymioty, a nie macdonald i wifi. Że niebo i ziemia, a nie szkło i beton. Że wiatr i woda… zaraz, zaraz wiatr i woda…? Jak się domyślacie kulki się zderzyły, a był to koniec sierpnia. Wysoka temperatura. Rozgrzane kulki. Pełne energii.

Dwa miesiące później wraz z Magdą staliśmy się właścicielami jachtu.

 

BRUDERSZAFT Z MARZENIAMI

Kolejny rok przyniósł zdecydowaną zmianę dekoracji. Magda zakochała się w morskim żeglowaniu, zrobiła  patent i właściwie każdą wolną chwilę po pokonaniu 600 km spędzaliśmy na łódce. Zmiana perspektywy, miejsca, morskie powietrze, praca fizyczna, wszystko to  wpłynęło  na naszą świadomość.

Gdy w dwa miesiące stajesz na przeciwko marzeń, a one zapraszają Cię na drinka i już przy pierwszym proponują bruderszafta, okazuje się, że właściwie to masz wpływ na swoje życie. Tak naprawdę. Po prostu czujesz, że można zmieniać, tworzyć. Masz wpływ. Oczywiście odpukać, jak nie wpadniesz pod pociąg…. Ale jeśli nie unikasz pociągów i wciąż żyjesz, to świat właściwie stoi otworem.

To odkrycie i odwaga, dało nam niezłego kopa. Tego samego roku odpaliłem projekt kursnadobrostan.pl, a w kolejnym rejsy morskie na Dzikim Ptaku. Magda zrezygnowała z etatu na rzecz pracy na własny rachunek i był to ruch za sto punktów.  Wydarzyło się bardzo dużo dobrego, wszystko co chcieliśmy wypaliło.

 

PROSTA MELODIA

W międzyczasie, z pozoru niewielki,  ale znajomy już szatański detal znowu dał znać o sobie. „Popatrz – zabrzęczał pobożnie, przypominając kiedyś przeczytane zdanie – czyż nie jest tak jak mawiał święty Augustyn: „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują czy­tają tyl­ko jedną stronę”?  Był to żenujący śliski diabelski trick, tak cytować świętego. Jakość metafory też pozostawiała wiele do życzenia. Ale wiadomo, proste melodie wpadają w ucho. I brzęczą.

 

JEDNĄ NOGĄ W CZECHACH

Wiedziałem, że nie chodzi tu o wakacyjne  podróżowanie, z krótkim terminem powrotu. Tak się już najeździłem. Chodziło bardziej o życie w drodze. A to już grubszy temat. Jestem z pokolenia, które wychowało się w czasach w których zagranica, była naprawdę za granicą. Przez lata dzieciństwa byłem dumny, że jedną nogą byłem w Czechach. Ale dlaczego by nie? Skąd wiadomo, że miejsce w którym jesteśmy jest dla nas właściwe. A sposób w jaki żyjemy, jest najlepszy z możliwych.  Przy założeniu, że mamy jedno życie, to dosyć ryzykowne jest jeść wciąż z tego samego talerza. Z drugiej strony bezpieczne… i szansa na zatrucie mniejsza… hmm.

Tylko jedną stronę czytam powiadasz? Ale co się stanie, gdy przewrócę na kolejną. Czy litery, które tak z mozołem stawiałem nie zsuną się i nie runą w przepaść. Relacje, praca, kontakty… a koszty?! Olaboga!  Daj pan spokój!

Wybór. Wybór jest fajny, póki się go nie podejmuje. Bo wybór przynosi stratę. Jeśli pójdziesz jedną drogą, to nie pójdziesz inną.  Znam wiele osób, które z tego powodu stoją w rozkroku. Znam ten rozkrok osobiście. Sprzyja fantazjowaniu, a czas leci. Mądrzy starsi ode mnie ludzie, których szanuję, mówili popróbuj, posmakuj, przegryź, wypluj albo zjedz. Innymi słowy sprawdzaj.

No więc tak sobie rozmawialiśmy z Magdą, dywagowaliśmy przez te dwa lata, żeglowaliśmy i sprawdzaliśmy co jest dla nas ważne. Co nam daje frajdę, energię, zdrowie. Co nas zbliża, a co oddala od siebie. Co jest dobre dla naszego ciała i zdrowia. I wyszło nam, że w naturze jest dobrze, a miasto jest niedobre, a ten system jest oczopląsem, stroboskopową  pieszczotą oszałamiającą nasze kubki smakowe, a my właściwie nie wiemy co się dzieje, przeżuwając, przesuwając się na osi czasu.

Podjęliśmy decyzje. Wybieramy, wiedząc o stracie.  Tracimy komfort, ciepło, bezpieczeństwo, kanapę, internet, sąsiedztwo przyjaciół, rodziny, pracę, żabkę pod nosem i to co znane, przegryzione.

 

EKSPERYMENT

Ale za to uruchamiamy eksperyment życiowy, który przyniesie doświadczenie. Uwierzyliśmy, że można sterować swoim życiem w szerszym zakresie. Zobaczymy czy to prawda. Pozwolimy się zweryfikować.

A więc sprzedajemy/rozdajemy dobytek. Pamiątki do kartonów, przedmioty do redukcji. Przenosimy się na jacht i sprawdzamy jak to będzie, gdy na nim zamieszkamy. Na początek przez rok. Żeglując nieśpiesznie na południe wedle ogólnie wyznaczonej trasy.

Bardzo się jaramy, a trochę boimy. Ale co tam! Najwyżej wrócimy.  Sprawdzimy sobie tą mobilność, tułaczkę, do cholery! Zobaczymy czy tak jest fajnie, jak piszą opaleni blogerzy.

Póki co plan jest taki:  od czerwca mieszkamy na jachcie i przygotowujemy się do rejsu. W lipcu oddajemy cumy. Jeśli chcesz do nas dołączyć, popłynąć w rejs, wkrótce podamy terminy tutaj. I płyniemy.

 

Fot.: Jan Prosiński
tekst: jsz

2 Comments

Join the discussion and tell us your opinion.

Adrianareply
Marzec 6, 2018 at 6:04 am

Jestem w tych samych „malinach”, co Wy parę lat wstecz. Są ogromne różnice już na starcie. Teraz nie mam czasu więcej napisać. Później drogą poczty elektronicznej to zrobię. Pozdrawiam, Adriana dla pół świata, a Elżbieta dla drugiego!

Dzikiptakreply
Marzec 10, 2018 at 7:05 pm
– In reply to: Adriana

Zajawiłaś temat! Czekamy na więcej 🙂

Leave a reply